Kapłan ma przemieniać serca Drukuj

Bp Tadeusz Bronakowski

Msza św. poranna,Wspomnienie św. Chryzostom, Rokitno, 13.09.11

Czcigodni Kapłani i Ojcowie!

Czcigodne Siostry!

Umiłowani w Chrystusie Panu!

Drugi dzień naszej jesiennej sesji rozpoczynamy od wspólnej Eucharystii, podczas której rozważamy wielki wzór św. Jana Chryzostoma - biskupa i doktora Kościoła.

Historia jego życia stanowi uniwersalną opowieść o wyzwaniach stojących przed kapłanem w każdym miejscu i czasie. Te wyzwania mają w pierwszym rzędzie charakter duchowy i religijny. Jednak każdy kapłan posługuje w konkretnych warunkach społecznych i religijnych, które kształtują wiernych. Posługa kapłana jest więc również odpowiedzią na współczesne mu wyzwania świata doczesnego.

Aby dobrze wypełniać swoją misję, kapłan powinien przestrzegać kilku prostych zasad. Ich katalog przedstawia św.  Paweł w Liście do Tymoteusza. Zbiór tych prostych cech możemy nazwać etosem duchownego. Czytamy więc o trzeźwości i rozsądku, o przyzwoitości i gościnności, o entuzjazmie apostolstwa i umiarkowaniu, o opanowaniu i pokorze, o gorliwej trosce o Kościół Boga.

Jest to etos uniwersalny, zachowujący swoje znaczenie w każdej epoce i w każdym kontekście społecznym. Według tych zasad żył i posługiwał św. Jan Chryzostom. One były przyczyną szacunku, jakim darzyli go wierni. Były jednak również przyczyną niechęci, która zrodziła się w sercach występnych władców. Będąc dobrym patriarchą, patron dzisiejszego dnia stanowił niebezpieczeństwo dla zdeprawowanej władzy i zdemoralizowanych elit. Był głosem sumienia, którego nie chciano słuchać. Miał wielki talent oratorski i literacki, ale przemawiała przede wszystkim jego osobista postawa. Przemawiał czynami, a nie tylko słowami.

Dlatego też Rene Lejeune  przyjaciel Roberta Schumana, napisał o św. Janie Chryzostomie: „Ten Ojciec Kościoła jest wielkim świętym z powodu swego ewangelicznego życia, gorliwości w obronie czystości wiary, odwagi nie znającej kompromisów w obliczu władzy cesarskiej, w obliczu każdej władzy świeckiej."

 

Umiłowani!

Losy św. Jana Chryzostoma zachęcają nas do podjęcia refleksji o napiętych i skomplikowanych relacjach między władzą religijną, a świecką. Nie tym jednak chcemy się dzisiaj zająć. Na pierwszy plan stawiamy całkowitą zgodność słów św. Jana Chryzostoma z jego czynami. Chcemy w nim widzieć przede wszystkim autentycznego świadka wartości, które miał przekazywać innym ludziom.

Ta postawa zgodności czynów i deklaracji jest szczególnie potrzebna w duszpasterstwie trzeźwości. Po raz kolejny pragnę powtórzyć, że w dzisiejszych czasach w sposób szczególny potrzeba kapłanów abstynentów. Dlatego też praca diecezjalnego duszpasterza trzeźwości musi się rozpoczynać od mobilizowania kolegów kapłanów do osobistego zaangażowania.

Wiemy bowiem, że bywa z tym różnie. Mówiąc kolokwialnym językiem - wielu kapłanów ulega złudzeniu, że jeżeli będą wspólnie z wiernymi pić, to będą bardziej akceptowani. To fałszywa i szkodliwa wizja. Kapłan musi być blisko wiernych. Musi żyć pośród nich, bo tylko wówczas może wypełniać powołanie, którym został obdarowany. Ale nie oznacza to, że ma przejmować wszystkie nawyki. Wręcz przeciwnie - dojrzały i odpowiedzialny kapłan potrafi przemieniać środowisko, do którego wchodzi. Nie przez wyniosłość, nie przez dystans i mniemanie, że jest się lepszym od zwykłych ludzi.

Kapłan ma przemieniać serca innych przez pełne autentyczności świadectwo. Przez pokazanie innym ludziom, że to braterska miłość jest jego motywacją, a jednocześnie siłą.

Takie świadectwo kapłańskiej abstynencji jest wyjątkowo potrzebne w małych wspólnotach. Często spotykam się z pewną opowieścią. Młodzi ludzie mówią - byliśmy na weselu. Nie lubimy pić, nie potrzebujemy alkoholu do zabawy. Jednak dookoła wszyscy pili, więc i my musieliśmy to robić. Albo inna historia - młode małżeństwo wyznaje, że zakup alkoholu traktowali jako niepotrzebny wydatek. Jako marnowanie pieniędzy, które mogliby przeznaczyć na remont nowego mieszkania. Ale presja rodziców była tak silna, że ulegli.

Zastanówmy się zatem - czy rzeczywiście wszyscy potrzebują alkoholu? Może w rzeczywistości na wielu rodzinnych i koleżeńskich spotkaniach jest więcej osób, które nie lubią pić. Może wielu jest takich, którzy czekają na jakiś znak. Którzy chcieliby innych wartości, ale nie potrafią się przełamać. Oni potrzebują lidera. Potrzebują kogoś, kto pomoże im się odważyć. Żeby nie byli sami w swojej pozytywnej odmienności. Żeby ktoś również dał świadectwo. Tutaj jest wielka rola kapłana. Właśnie kapłana, który zna swoich wiernych. Który umie odczytać ich pragnienia, ale także zrozumieć kłopoty czy wątpliwości.

Proszę zatem, abyśmy wszyscy nieustannie prosili innych kapłanów z naszych diecezji o osobiste świadectwo abstynencji. Abyśmy sami dawali takie świadectwo.  Od świadectwa zaczyna się każda posługa duszpasterska.

 

Moi Drodzy!

Św. Jan Chryzostom napominał tych, którzy źle czynili. Napominał władzę, która sprzeniewierzała się swoim powinnościom. Również w kwestii duszpasterstwa trzeźwości powinniśmy podejmować takie działania. Wielkim problemem w dzisiejszych czasach jest nieodpowiedzialna postawa samorządowców. Podkreślam to kolejny raz, ale nie można wobec pewnych zjawisk przejść obojętnie.

W wielu miejscach warto zatem zachęcać  kapłanów, aby podejmowali próby powstrzymania rad gminy przed takimi zmianami. Mamy wiele narzędzi - od osobistych rozmów z radnymi, burmistrzami i urzędnikami, przez listy, publikację artykułów w lokalnych mediach, czy inicjowanie społecznych ruchów popierających ochronę trzeźwości.

Takie działania nie mogą być postrzegane jako nadużycie roli kapłana. To nie jest ingerencja w rozgrywki partyjne czy też jakiś rodzaj uzurpacji władzy. Tu chodzi o podstawowe bezpieczeństwo naszych parafian, przede wszystkim tych najmłodszych.  Taka działalność motywowana jest więc przede wszystkim obowiązkiem posługi miłosierdzia, która przejawia się również w ochronie wiernych przed zagrożeniami dla życia duchowego i fizycznego.

W naszych lokalnych i regionalnych wspólnotach musimy się również odwoływać do mechanizmów społeczeństwa obywatelskiego. Przed kilkoma tygodniami otrzymałem list od zatroskanej osoby, przy której domu powstaje punkt sprzedaży alkoholu. Z listu wynika jednoznacznie, że w postępowaniu administracyjnym o wydaniu zgody na powstanie punktu, rada osiedla wyraziła pozytywną opinię na temat tego przedsięwzięcia. Pamiętam również wpisy na forach internetowych, gdy w moim mieście samorządowcy podejmowali decyzję o zwiększeniu liczby punktów handlu alkoholem. Większość tych komentarzy pokazuje, że ludzie nie mają świadomości, co kryje się za takimi decyzjami.

Widzimy zatem, że istnieje wielka potrzeba edukowania i uświadamiania naszych wiernych. Wielka potrzeba budzenia do aktywności obywatelskiej. Musimy tłumaczyć ludziom, że w ich rękach również spoczywa odpowiedzialność za to, co dzieje się ze sprzedażą alkoholu w ich miastach, przy ich domach, w miejscach, gdzie czas spędzają ich dzieci. Musimy wykorzystywać wszystkie dostępne kanały komunikacji, aby budzić odpowiedzialność i wrażliwość na te problemy.

Aby nasze działania przynosiły skutek, musimy stale pogłębiać współpracę i nawiązywać nowe relacje z innymi. Potrzeba więc przede wszystkim wspólnego działania wszystkich duszpasterzy diecezjalnych i zakonnych. Potrzeba współpracy ze wszystkimi, którzy chcą się troszczyć o trzeźwość narodu.

Tylko wspólne akcje, tylko solidarne i konsekwentne podejmowanie tej pracy może przynieść wymierne efekty. Te słowa kieruję do wszystkich, którzy gromadzą się na tej eucharystii. Wszyscy - biskupi, kapłani, ojcowie i siostry zakonne oraz wierni świeccy - wszyscy musimy razem podejmować pracę dla dobra drugiego człowieka. To nasz wielki wspólny obowiązek, od którego nie możemy uciekać. Potrzeba połączenia wielu talentów i doświadczeń, potrzeba połączenia różnych perspektyw i poglądów, aby jak najlepiej pracować na rzecz trzeźwości. Tylko takie zjednoczenie wielu osób może podjąć to wielkie dzieło.

 

Umiłowani!

W dzisiejszej liturgii odczytaliśmy jeden z najbardziej poruszających fragmentów Pisma Świętego. Byliśmy świadkami wskrzeszenia młodzieńca z Nain. Ta ewangeliczna opowieść napełnia nasze serca nadzieją. Jezus Chrystus, Syn Boga Prawdziwego, wychodzi naprzeciw słabości i cierpienia człowieka. Pochyla się nad człowiekiem bezradnym i bezbronnym. W dzisiejszej liturgii ta ludzka niedola ukazana zostaje w przejmującym wizerunku zrozpaczonej matki.

Jakże często i my przypominamy tę matkę. Jakże często po ludzki tracimy nadzieję, myślimy, że nic już nie można zrobić. Wtedy musimy na nowo zawierzyć Chrystusowi. Na nowo oddać się Jego mocy. Na nowo otworzyć się na nadzieję, którą On nam daje. Papież Benedykt XVI w encyklice Spe Salvi napisał: „Prawdziwą, wielką nadzieją człowieka, która przetrwa wszelkie zawody, może być tylko Bóg - Bóg, który nas umiłował i wciąż nas miłuje «aż do końca», do ostatecznego «wykonało się!»"

Ta prawdziwa, jedyna i wielka nadzieja, która przetrwa wszelkie zawody, musi być także obecna w naszej posłudze trzeźwościowej. Bez tej nadziei, bez Chrystusa nic nie możemy uczynić. Tak jak o wielkości św. Jana Chryzostoma nie świadczyły jego talenty i pozycja społeczna, tak i o powodzeniu naszych działań nie zdecydują jedynie nowoczesne techniki. Zawsze i przede wszystkim musimy zaczynać od Boga i głębokiej wiary, że to jego miłość, a nie ludzkie siły, przemienia świat. Tylko wówczas mamy szansę na ostateczne zwycięstwo, tylko wówczas wypełnimy dobrze naszą misję.

Amen.